Figle statystyk kowidowych
Ostatnio często widzę artykuły i słyszę wypowiedzi, w których
zacytowane są jakieś dwie liczby dotyczące epidemii, a z ich
porównania zostają pospiesznie wyciągnięte daleko idące wnioski.
Czynią tak zarówno politycy i dziennikarze, jak lekarze, szeregowi
internauci, trolle, kowidianie, płaskoziemcy i wszyscy inni. Nie ma
niczego złego w liczeniu, zestawianiu i analizowaniu danych, ale z
daleko idącymi wnioskami należy uważać, bo na niefachowca czyha wiele
pułapek.
Procent... od czego?
Wiele razy napotykałem wypowiedź lekarza typu:
—
70%(1) zgonów na moim
oddziale kowidowym dotyczyło pacjentów niezaszczepionych. Więc,
ludzie, szczepcie się!
Nie wątpię w dobroczynność szczepień; ale czy wynika ona z tych 70%?
Proszę się zastanowić, co z tym procentem będzie się działo w miarę,
jak ludzie będą się szczepić. Otóż im większa część społeczeństwa
będzie zaszczepiona, tym większy będzie również procent zaszczepionych
wśród umierających. Kiedy 100% społeczeństwa się zaszczepi, to 100%
zgonów będzie dotyczyło zaszczepionych, bo niezaszczepionych już w
ogóle nie będzie.
Co innego, gdyby argumentacja brała za 100% nie wszystkie zgony, tylko
osobno populację zaszczepionych i osobno populację niezaszczepionych.
Gdyby na przykład dało się wyliczyć, że
- na kowid zapadło 30% wszystkich niezaszczepionych, oraz
- na kowid zapadło 20% wszystkich zaszczepionych
to już byłaby całkiem inna gadka.
Ale i wtedy zalecałbym ostrożność w interpretowaniu liczb.
Czas się liczy!
No to dokładniej: co wynika z tego, że zachorowało 30%
niezaszczepionych i 20% zaszczepionych? Czy wynika na przykład, że
szczepienie zmniejsza szansę zachorowania?
Guzik. Przecież pandemia trwa już prawie dwa lata, a szczepić się
można dopiero od pół roku, więc zaszczepieni mieli mniej czasu, żeby
zachorować. Proszę porównywać liczbę zaszczepionych, którzy
zachorowali, z liczbą tych niezaszczepionych, którzy zachorowali w
ciągu ostatniego pół roku.
Pominięta korelacja
— A u mnie na oddziale kowidowym w ciagu
ostatniego miesiąca umarło 55% pacjentów niezaszczepionych i aż 70%
pacjentów zaszczepionych. Więc, ludzie, unikajcie
szczepień!
Kolejny guzik: wniosek co najmniej przedwczesny. Wyobraźmy sobie
taką hipotetyczną sytuację, że bez szczepienia każdy ma równą szansę
zachorować, śmiertelność wynosi
- 100% u pacjentów ponadsześćdziesięcioletnich i
- 40% u pacjentów młodszych;
a szczepienie
- redukuje do 70% śmiertelność u pacjentów
ponadsześćdziesięcioletnich,
- redukuje do zera możliwość zachorowania u pacjentów
młodszych.
Cudowny lek, prawda? A co z tym zrobi statystyka lekarza wspomnianego
na wstępie? Otóż populacja niezaszczepionych na jego oddziale
będzie się składać
- w 25% ze starszych (bo 25% społeczeństwa ma ponad 60 lat), którzy
wszyscy umrą, oraz
- w 75% z młodszych, wśród których umrze 40%;
tak więc wśród niezaszczepionych umrze
25%+75%·40% = 55%. Natomiast populacja
zaszczepionych będzie się składać
- w 100% ze starszych (bo młodsi zaszczepieni nie zachorują, więc
nie trafią na oddział), z których umrze 70%.
Tak więc na tym oddziale taki rachunek wykaże, że
szczepienie zwiększa śmiertelność z 55% do 70%. A to dlatego,
że lekarz zapomniał uwzględnić korelację zgonów z wiekiem.
W prawdziwym świecie dane nie są tak z gruba ciosane jak w podanym
wyżej przykładzie, ale to tylko utrudnia wykrycie zmyły
metodologicznej.
Korelacje mniej oczywiste
Stąd już widzimy, że przy wyciąganiu wniosków epidemiologicznych
- należy brać pod uwagę wiek pacjentów, oraz
- wyjść z bardzo specyficznego ,,oddziału kowidowego'' (gdzie mamy
tylko chorych), i badać całe społeczeństwo.
Punkt 1 powyżej rozumieją już nawet niektórzy politycy i zaczynają
podawać dane w rozbiciu na ,,grupy wiekowe''. Z punktem 2 jest
większy problem, bo jego realizacja jest kosztowniejsza niż zapytanie
znajomego lekarza, co tam u niego słychać na oddziale.
W dodatku zachorowalność i umieralność na kowid mogą być skorelowane
nie tylko z wiekiem, ale jeszcze z wieloma innymi czynnikami. Może
również z warunkami życia (zamożnością)? A może z wykształceniem,
które warunkuje sposób spędzania wolnego czasu i podejście do troski o
zdrowie?
Typowym błędem metodologicznym obarczone są pospieszne porównania
różnych krajów, takie jak:
— Liczba ofiar w Austrii, pełnej obostrzeń,
jest (po podzieleniu przez liczbę ludności) wyższa od liczby
ofiar w Szwecji, gdzie obostrzeń było tyle, co kot
napłakał. Więc obostrzenia są szkodliwe!
No, ale gęstość zaludnienia w Austrii jest kilkukrotnie wyższa niż w
Szwecji, a więc też szanse na zakażenie są wyższe. Proszę porównywać
Szwecję nie z Austrią tylko z Norwegią lub Finlandią.
Jeszcze większych błędów można oczekiwać, kiedy porównuje się kraj
dobrze znany (np. należący do Unii Europejskiej) z krajem egzotycznym,
o którym prawie niczego nie wiemy. Widziałem kowidowe porównania
Polski do jakiejś pojedynczej prowincji w Indiach, o której nigdy nie
słyszałem, gdzie podobno ludzie przestali umierać po wprowadzeniu
masowego stosowania iwermektyny. Potrafiłem tą prowincję znaleźć w
Interśmieciu, więc ona rzeczywiście istnieje, ale musiałbym wiele
czasu poświęcić, żeby znaleźć dane na temat jej
- gęstości zaludnienia,
- struktury wiekowej,
- funkcjonowania ochrony zdrowia,
- zdyscyplinowania ludności w podejściu do zarządzeń
zdrowotnych,
- sposobu raportowania zakażeń,
- innych okoliczności mogących dramatycznie wpłynąć na wynik
porównania,
oraz oczywiście na potwierdzenie rewelacji, że śmiertelność tam spadła
w wyniku zastosowania tego specyfiku, a nie na przykład
dlatego, że już wcześniej wymarli wszyscy mniej odporni.
Czy można w ogóle coś wiedzieć?
Można. Ale nie na poziomie szeregowego pochłaniacza gazet, telewizji
i stron internetowych. Nic nie wynika z opowieści, że
— Jak tylko zachorowałem, zacząłem zażywać
amantadynę oraz duże ilości witaminy C i skończyło się na
katarku.
Ale nawet statystyka lepsza niż pojedyncze opowieści o pojedynczych
przypadkach nie wystarczy do uogólnień, o ile nie zostaną starannie
wykluczone przypadkowe korelacje, czasem całkiem niedostrzegalne.
Na początku wieku XIX w pewnym mieście funkcjonowały dwie kliniki
położnicze. Śmiertelność rodzących kobiet w tej klinice, w której
działali profesorowie medycyny, była kilkukrotnie wyższa niż w tej
drugiej(2). O tej wyższej
śmiertelności wiedzieli wszyscy, statystyki nie pozostawiały
wątpliwości. Ale jej powodów długo nie rozumiano. Okazało się w
końcu, że lekarze, dokonujący sekcji zmarłych, przenosili bakterie
gorączki połogowej na zdrowe kobiety. Zwykłe mycie rąk nie
wystarczało, trzeba było stosować bardziej zaawansowaną antyseptykę.
W tamtych czasach nie znano drobnoustrojów chorobotwórczych, a
człowiek spoza szpitala nie miał żadnej szansy na skojarzenie
zgonów kobiet z przeprowadzanym krajaniem zwłok, o którym mógł w ogóle
nie wiedzieć. Łatwiej mu było dojść do przekonania o nadprzyrodzonej
karze dla kobiet, które oddały się w ręce
lekarzy-bezbożników...
Zwykły zjadacz chleba patrzący z boku nie może rozpoznać powiązań i
korelacji potrzebnych, żeby ocenić skuteczność środka zaradczego. Do
tego potrzebne są kosztowne i żmudne badania, wiedza, dociekliwość
oraz upływ czasu. Co do badań samego leku, istnieją przyjęte
procedury postępowania. Żeby specyfik został dopuszczony do
powszechnego stosowania, musi być
- znany i uznany mechanizm jego działania
(etiologia(3)),
- wykonane badania porównawcze z prawidłowo dobraną grupą
kontrolną,
- wykonane badania i ocena ew. przeciwskazań i skutków
ubocznych.
Ale na tym się nie kończy. Po wprowadzeniu leku do stosowania
następują badania epidemiologiczne, czasem mające więcej wspólnego z
socjologią niż z medycyną. Specyfik może świetnie sprawdzać się w
laboratorium, a okazać się mało skuteczny lub szkodliwy w szerokim
zastosowaniu. Znalezienie przyczyn takiego stanu rzeczy może wymagać
dużej wiedzy zarówno medycznej jak społecznej.
Żeby znaleźć prawdziwe powiązania, potrzebna jest nauka. Jej
wskazania są wprawdzie niepewne i podlegają zmianom
— ale
to i tak jest najlepsze,
czym dysponujemy.
(1)
Uwaga: wszystkie liczby w tym artykule są przykładowe, ,,z
sufitu''. Mają na celu tylko zilustrować zagadnienie.
(2)
To jest znana historia; proszę sprawdzić choćby
w Wikipedii.
(3)
Nie mylić z etologią ani z ekologią...
Ostatnia modyfikacja: 13 XII 2021