Licencja na zabijanie

Właśnie zwątpiłem, w jakim kraju mieszkam i kto nim rządzi...

Otóż

Ustawa przewiduje, że nie popełnia przestępstwa żołnierz, otwierający ogień do kogokolwiek, kto mu się wydaje groźny lub nieposłuszny, nawet jeśli łamie tym obowiązujące zasady stosowania broni. Równie legalne staje się łamanie tych zasad przez jego przełożonego, który wydaje mu rozkaz strzelania. Jest przy tym mowa o tym, że to dotyczy ,,przypadku bezpośredniego i bezprawnego zamachu na nienaruszalność granicy państwowej'', ale bez sprecyzowania zakresu tej graniczności (czy np. można bezkarnie mordować ludzi również w głębi Polski, w okolicach lotnisk międzynarodowych?).

Zwracam uwagę, że w polskim prawie samo nielegalne przekroczenie granicy nie jest przestępstwem, a tylko wykroczeniem, karanym grzywną (por. art.49a kw), czyli tak, jak pojechanie w mieście z prędkością 55km/h. Staje się przestępstwem dopiero wtedy, gdy towarzyszy mu przemoc, albo groźba, albo podstęp, albo współdziałanie (por. art.264 kk); a i wtedy można za to skazać na 3 lata, a nie na śmierć przez utopienie w bagnie; i nie może tego zrobić funkcjonariusz, tylko sąd. Sakralizacja granicy państwowej nie ma (przynajmniej od upadku komuny) oparcia w żadnych zasadach działania państw cywilizowanych. Wobec tego trudno znaleźć moralne uzasadnienie dla zaciekłej obrony jej nienaruszalności przez zabijanie wygłodniałych i zrozpaczonych biedaków, rzucających gałęzie przez płot.

Projekt ustawy wraca teraz do Sejmu, ale nie widać sił ani zapału, żeby ktoś tą legalizację mundurowych zbrodni mógł i chciał powstrzymać. Jedyna (skrajnie nikła) nadzieja leży w... wecie Dudy, gdyby chciał zrobić przeciwnikom na złość; ale wtedy stanąłby okoniem również swoim PiSowskim właścicielom.

Czy jest coś gorszego od państwa policyjnego? Wydaje się, że państwo panoszenia się bezkarnego żołdactwa może być gorsze...


Ostatnia modyfikacja: 29 VII 2024