Język amerykański

Przed przyjazdem myślałem, że z porozumieniem z tubylcami raczej nie powinienem mieć problemów. Zwątpiłem, gdy kasjerka u Dillonsa rzuciła we mnie pytaniem:
      -- Plesraj? -- Nie mogłem jej powiedzieć, że tego nie przerabialiśmy, bo z wrażenia zapomniałem, jak jest w obcym języku ,,przerabiać''. A to po prostu było skrócone i zaokrąglone w wyniku używania po kilkaset razy dziennie pytanie Plastic all right?

Obawiam się, że tłumaczenie z języka mówionego na pisany pomogło Czytelnikowi tyle, co i mnie za pierwszym razem, to znaczy niewiele. Język amerykański jest bardziej kontekstowy niż polski: żeby zrozumieć zdanie (lub równoważnik) trzeba znać kontekst sytuacyjny. Otóż rzeczona kasjerka chciała wiedzieć, czy się zgadzam, że moje zakupy zapakuje mi w torbę plastykową a nie w wielką papierową, która jest bardziej tradycyjna i stylowa ale droższa. Gdybym się nie zgodził, to by mi zapakowała w papierową i sklep byłby stratny. Gdybym powiedział, ze sam sobie zapakuję, to ona z kolei by nie zrozumiała, bo to się nie mieści w jej kontekście kulturowym. Może gdzieś tam klienci sami sobie pakują swoje mleko, oatmeal cereal (po czystopolsku muesli) i banany, ale przecież nie u Dillonsa!

Zwykłym pytaniem w bufecie z kanapkami jest
      -- White or wheat? -- Czy chcesz z chleba białego, czy pszennego? Kiedyś moich kolegów zaskoczyłem pytaniem, z czego robi się chleb biały, skoro on nie jest pszenny. No więc wheat bread oznacza jakąś taką mniej wyrafinowaną pszenicę, może grubiej mieloną, może bez dodatków, nikt dokładnie nie wiedział, ale nie po prostu chleb pszenny. Uczyli Was tego? Może i dobrze, że nie, bo odpowiedź na to pytanie nie ma znaczenia, jako że oba chleby i tak wypieka się z chemicznie uzdatnionej waty.

Wiekszość prasy podobnie wyjaśnia źródło aktualnych problemów prezydenta Clintona1: he should have taken the fifth. Po tym zdaniu kropka. Co piątego miało być dla niego tak zbawienne, tego nie precyzują. Teraz już wiem. Otóż Clinton powinien był powołać się na swoje prawo do nieskładania zeznań, które mogą go obciążyć. Jedyny zarzut, jaki mu w tej chwili można postawić, to składanie nieprawdziwych zeznań pod przysięgą. A mógł w ogóle nie składać zeznań. Tyle że w tamtym momencie było to niepolityczne, bo ratując przed konsekwencjami prawnymi narażało na konsekwencje wyborcze. Przez taking the fifth oskarżony przyznaje, że jest coś rybiego (fishy), co mogłoby wyjść na jaw gdyby go dobrze przepytano.

Na kursach języka amerykańskiego nie powinni uczyć następstwa czasów, bo Amerykanie i tak nie stosują go w praktyce. Nawet poważne gazety piszą Clinton said he is not having any sexual relations with Lewinsky. Za to powinni nauczać od ilu stopni Farenheita zaczyna się tak gorąco, że nie wytrzymasz bez klimatyzacji. Albo co to jest home run, bo niewiedza w tej sprawie deprecjonuje towarzysko.

A co piątka ma wspólnego z odmową zeznań, to już chyba nie muszę wyjaśniać.