Stefan Sokołowski
Jak się jedzie trasą rowerową   EuroVelo 9

Przez Gdańsk przechodzą 3 trasy należące do europejskiego projektu EuroVelo: 9, 10 i 13. Pewnie wszyscy widzieliśmy ich oznakowanie w Głównym Mieście. Trasa 9 zaczyna się w Gdańsku i prowadzi przez Bydgoszcz, Gniezno, Poznań, Wrocław, potem przez Czechy, Austrię, Słowenię, Włochy do Puli w Chorwacji nad Adriatykiem. Kilka dni temu postanowiliśmy sprawdzić, jak ta trasa sprawuje się po opuszczeniu centrum Gdańska. W końcu o jakości drogi nie można wnioskować, znając tylko jeden jej koniec.

Pierwszym problemem było ustalenie dokładnego przebiegu trasy. O ile zdołaliśmy się zorientować, nie istnieją żadne jej papierowe mapy ani przewodniki. Również w internecie informacji na jej temat brakuje. Znaleźliśmy tylko szkicową mapkę (obok po prawej, kliknąć), która daje się rozciągnąć do skali ok. 1:140 000  (czyli 1 cm ↔ 1400 m), pozwala więc ustalić miasta i większe wsie po drodze, ale jest zbyt szkicowa, żeby odróżnić, po której stronie wału powodziowego mamy jechać, albo jak nazywa się ulica, którą mamy opuścić miasto. Dopóki trasa jest tajna -- rowerzyści nie będą z niej korzystali. Dopóki rowerzyści nie korzystają -- nakłady na jej budowę to zmarnowane pieniądze.

Wyjazd z centrum Gdańska aż do Przejazdowa jest bardzo dobry, ze świetną nawierzchnią i wspaniale oznaczony. Dalej (do Sobieszewa i Świbna) nie można mieć pretensji, oznaczenia są nadal wspaniałe, ale... właściwie nie wiadomo po co, bo na tym odcinku nie da się zabłądzić.

I w Świbnie zaczyna się problem. Nam nie udało się znaleźć dalszego ciągu trasy, więc pojechaliśmy na południe zwykłą szosą. Gdzieś koło Kiezmarka z własnej fantazji wjechaliśmy na wał powodziowy i tam... trasa EV 9 się odnalazła. Przez jakiś czas prowadziła koroną wału, potem zjechała z niego, a potem znowu znikła. Do Tczewa wjechaliśmy dobrą drogą dla rowerów, ale bez śladu EuroVelo 9. W mieście nigdzie jej nie było, dobra droga rowerowa wyprowadziła nas z miasta na południe aż do szosy 22 -- i tam stał samotny drogowskaz EV 9, nakazujący jazdę ruchliwą szosą (!) na zachód (!!), prostopadle do Wisły. Z tej bezsensownej zmyłki nie skorzystaliśmy, pojechaliśmy wzdłuż Wisły na południe. I tak już mieliśmy aż do Bydgoszczy. Oznakowanie EV 9 pojawiało się czasami tam, gdzie nie było wątpliwości, jak jechać; i znikało wszędzie tam, gdzie wybór drogi stawał się wątpliwy.


Wał powodziowy blisko Tczewa (kliknąć).
Na tym pierwszym odcinku trasa EV 9 bardzo konsekwentnie omija wszelkie kampingi, pola namiotowe a nawet lasy, w których turysta rowerowy mógłby chcieć rozbić namiot na dziko. No, dobra, być może na Pomorzu nie ma żadnych pól namiotowych; ale okoliczna ludność zapewne gdzieś chodzi sobie popływać -- a trasa EV 9 starannie omija wszelkie kąpieliska. Tak więc zziajany rowerzysta, o ile nie skorzysta z hotelu, kładzie się spać brudny w namiocie rozstawionym na miedzy pomiędzy pszenicą a kartoflami.

Trasa EV 9 została poprowadzona nieciekawie krajoznawczo, przynajmniej między Gdańskiem a Bydgoszczą. Oczywiście są po drodze miasta-perełki, takie jak Gniew, Kwidzyn, Grudziądz -- trochę senne, bardzo przydałoby im się ożywienie ze strony rowerzystów. Ale cała trasa wiedzie głównie nudnymi, rozpalonymi od słońca, zakurzonymi i bezleśnymi szosami. Na drogowskazach w okolicach Gdańska jest napisane, że to jest ,,Wiślana trasa rowerowa'', jednak Wisłę można zobaczyć bardzo rzadko, najłatwiej w miastach, z nadwiślanych bulwarów. Nawet tam, gdzie trasa nie oddala się do tej rzeki zbyt daleko, rowerzystę dzieli od niej wał przeciwpowodziowy, a za nim szeroki pas pól uprawnych; z korony wału widać daleki wał na przeciwnym brzegu, ale wody na ogół nie widać.

Trudno się więc dziwić, że turyści rowerowi trasy EV 9 raczej unikają. Przez kilka dni nie napotkaliśmy na niej ani jednego ,,ciężkoładownego''.


Słowacja -- trasa EV 6
(brzegiem jeziora zaporowego na Dunaju).
W zeszłych latach przejechaliśmy trasą EuroVelo 6 od Regensburga przez Wiedeń i Bratysławę do Budapesztu. Porównanie tej naddunajskiej trasy z naszą nadwiślańską wypada pod każdym względem niekorzystnie dla naszej. Tam jest ona nie tylko dobrze zorganizowana i żywa, ale też karmi po drodze masę drobnych ,,biznesów'' -- pól namiotowych, sklepów, restauracji, tak rozmieszczonych, żeby rowerzystom było bliżej i milej. Tutaj wygląda na to, że jakaś władza poleciła urzędom powiatowym poumieszczanie gdzieniegdzie tabliczek z logiem EuroVelo, a urzędy zrealizowały to tylko dlatego, że władza poleciła, po czym... zapomniały.

Biznes nie pojawi się na naszej EuroVelo 9, dopóki unikają jej klienci-rowerzyści. Rowerzystów nie będzie, dopóki nie zostaną do niej zachęceni, albo przynajmniej poinformowani o jej istnieniu, publikacjami i stronami internetowymi. Mapek i stron internetowych nie będzie, dopóki biznes nie będzie zainteresowany.

Wydaje się, że najprostszym i najtańszym sposobem na ,,odgórne'' przerwanie tego błędnego koła byłoby dostarczenie informacji. Opracowanie sensownej strony internetowej powinno być łatwe i tanie dla kogoś, kto brał udział w opracowywaniu koncepcji samej trasy. Ustawienie drogowskazów tam, gdzie trasa doprowadza do skrzyżowania i należy wybrać właściwą drogę, jest trochę trudniejsze, ale też nie powinno przekraczać możliwości lokalnych samorządów. Jeśli tylko będą wiedziały, gdzie (i po co) te drogowskazy ustawiać.

Ale kto ma to zrobić? Nie potrafię znaleźć informacji, kto jest pomysłodawcą trasy EuroVelo 9 i do kogo należy kierować postulaty związane z realizacją tego pomysłu. Nie wiem -- i nie jest mi z tym dobrze...


Ostatnia modyfikacja: 17 VIII 2020